Kanał zimą

Rok Spinningisty część pierwsza. Styczeń.

To jeden z najtrudniejszych ,jeśli nie najtrudniejszy dla mnie, wędkarski miesiąc. Mieszkam na południu Polski i pstrągów jeszcze nie można łowić. Z wypraw na trocie wyleczyłem się już dawno temu. Pozostały do łowienia zimowe klenie, jazie i okonie. Łatwo więc nie jest. Nie ma co jednak marudzić trzeba przetrwać ten miesiąc i dobrze go wykorzystać 🙂

Porządki.

Zaczynam zazwyczaj pierwszego stycznia, od porządków w sprzęcie. Jeśli impreza sylwestrowa nie była zbyt huczna, cały dzień poświęcam na rozbrojenie wszystkich wędzisk, czyszczenie przelotek, blanków uchwytów. Dodatkowo wyciągam wszystkie pudła, skrzynie i torby z przynętami i staram się to choć wstępnie ogarnąć.

Sprawdzam też wszystkie ciuchy wędkarskie. Kurtki, spodnie, kominy, rękawiczki, skarpetki. Każdy detal. Nie chcę mieć niespodzianek, przed kolejnymi wędkarskimi wypadami.

Przy okazji robię listę rzeczy, które muszę zakupić. Zawsze na którymś kołowrotku trzeba wymienić plecionkę, dokupić fluorocarbony i żyłki na przypony, agrafki, krętliki … Sprawdzam wszystko.

Na bok odkładam rzeczy, których dawno nie używałem. Te lądują do sprzedaży na wszelkiego rodzaju grupach społecznościowych i portalach aukcyjnych.

Szczerze każdego zachęcam by w tym okresie zrobić taki remanent w sprzęcie. Mi bardzo pomaga w tym by później szybciej i łatwiej wybrać się na ryby i być naprawdę przygotowanym do sezonu.

Nie oszukuję się, że uda się to wszystko zrobić jednego dnia. Trzeba jednak zacząć i pod koniec tygodnia zazwyczaj cały ten bałagan mam jako tako poukładany.

Wypady nad wodę.

Całe szczęście styczeń to nie tylko porządki ale i łowienie.

Tak jak wspomniałem wyżej w styczniu właściwie do wyboru mam tylko trzy gatunki. Jazie i klenie o tej porze roku to niełatwa zdobycz. Żerują albo bardzo chimerycznie albo „odpalają” dosłownie na godzinę i trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze by coś ciekawego złowić.

Ryb tych zazwyczaj szukam w Odrze (do niej mam bowiem najbliżej). Jeśli mam mieć jedno czy dwa brania to chciałbym by ryby były jak największe. Dlatego łowię zazwyczaj w okolicy głębszych miejsc, zastoisk czy wstecznych prądów. Wybieram jednak te miejsca, gdzie jest już wyraźny nurt. Przynęty oczywiście prowadzę wolno lub bardzo wolno staram się też by były cały czas jak najbliżej dna.

Okonie szukam już w samych zastoiskach, na wodzie niemal stojącej. Są zazwyczaj obok jazi i kleni.

Od roku 2020 w okręgu PZW do którego należę dozwolono również połów okoni na spinning na zbiornikach z wodą stojącą. Dzięki temu jest jeszcze szansa na grubego zimowego pasiaka z zaporówek czy żwirowni.

Sport dla cierpliwych. Mało brań ale może trafić się okaz.

Dodatkowo do dyspozycji są jeszcze kanały. Mam jednak wrażenie, że w styczniu dużego okonia na kanale mega trudno złowić. Można czasem fajnie pobawić się z drobnicą i licząc na statystykę po przerzucaniu kilkudziesięciu trafić na ładną rybę, ale zdarza się to niezmiernie rzadko.

Zimowy Kanał
W okolicach mostów zawsze grupują się ryby.

Jest jeszcze jedna ryba, którą w styczniu łowię. Niestety łowisko, które mam do dyspozycji nie grzeszy urodą, dlatego bywam tam raczej rzadko. Ryba o której piszę to pstrąg tęczowy.

Łowisko należy do typu „Put and Take” a co za tym idzie ryby głównie można tam spotkać po zarybieniu. Tych zaś w styczniu jest bardzo mało a tęczaki, które pozostały w rzece, są mocno przepłoszone a często i pokłute. Nie są to łatwe ryby do łowienia ale dzięki temu można sobie zrobić niezły trening przed rozpoczęciem sezonu na pstrągi potokowe. Przetestować sprzęt, wybrać przynęty, ułożyć podstawowe pudełka.

Wykonywanie przynęt

Kogut na sandacze
Gotowy, klasyczny sandaczowy kogut.

Styczeń to również dla mnie czas uzupełnienia pudełek z kogutami i jigami. Dużo łowię na ten rodzaj przynęt i dużo też frajdy sprawia mi ich przygotowywanie. Dlatego tez wieczorkiem, kiedy już ucichnie za oknem gwar dnia chętnie siadam przy imadle. Nie muszę się spieszyć, mam kontakt z wędkarstwem i naprawdę w ten sposób odpoczywam. Wierzę, że wielu wędkarzy w tym czasie robi woblery, błystki, czy tak jak ja koguty lub jigi. To naprawdę kapitalna sprawa. Frajda ze złowienia ryby na własną przynętę też jest spora. Tutaj znajdziesz teksty o robieniu przynęt.

Pod koniec miesiąca wracam też do pudełek z gumami. Lubię czasem je trochę tuningować. Zmieniam kąty ustawienia ogonów, niektórym trochę pozmieniam kolorystykę albo powklejam oczy lub grzechotki.

Malowanie główek.

Ostatnią styczniową czynnością jest malowanie główek jigowych. Wprawdzie staram się to robić na bieżąco, ale nie ma się co oszukiwać. Zawsze w pudełkach znajdzie się kilka garści ołowiu, który trzeba pomalować.

Robię to z dwóch powodów.

Po pierwsze uważam że kolor główki naprawdę ma znaczenie i że główka jigowa jest nie tylko obciążeniem do haczyka i przynęty ale też integralną jej częścią.

Po drugie zaś  pomalowane główki nie pokrywają się tlenkiem ołowiu. Substancją zabójczą dla naszego organizmu. Dbam też zatem przy okazji o moje zdrowie.

I tak to mija mi styczeń. Wydawało by się miesiąc zupełnie nie wędkarski. Jeśli jednak dobrze się go spożytkuje będzie to procentowało przez cały niemal rok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *